Szlag mnie trafia kiedy będąc zmuszany do oglądania reklam w telewizji słyszę pokraczną wymowę obcych słów przez polskich lektorów. Sam jestem lektorem i nie umiem sobie wyjaśnić dlaczego producenci reklam nie dbają o wierność wymowy? Szczególnie słów angielskich.
Ostatnim "kwiatkiem" jest reklama "liZingu." Gdybym usłyszał samo słowo, bez konteksty, to nie miałbym pojęcia, że chodzi o angielski czasownik
"to lease", czyli wypożyczać, wynajmować. Słowo wymawia się tak jak po polsku mówi się o dzikim zwierzaku z rudym ogonem, albo o największym narcyzie polskiego dziennikarstwa, a więc.. LIS. Skąd oni wzięli ten "liZing", za cholerę nie mogę sobie uzmysłowić?
Z innej beczki. Czekam na wiadomość od Tomka Raczka czy zechce opublikować dwie powieści Marka Kendricka, które właśnie tłumaczę na język polski. Mam nadzieję, że zechce. Są to znakomite powieści dla młodzieży typu coming out. A więc o dwóch młodych gejach w USA, którzy borykają się ze swoją miłością i otoczeniem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz