piątek, 17 grudnia 2010

I znowu o trupach...

Jak nie kwiecień w Smoleńsku 2010, to Stan Wojenny Jaruzelskiego, a jak nie Stan Wojenny, to Grudzień 1970 roku, a jak nie to, to może Poznań 1956, a jeśli nie to, to może Marzec 1968, a jeśli nie to, to co?
Kurwa!
Bo jak zabraknie tych "rocznic", a ostatnio już nawet "miesięcznic", to nas chyba wszystkich w tej Polsce rozjebie.
No bo nad czyimi trupami będziemy ronić łzy? No nie, pozostanie jeszcze odkurzanie trupów z Katynia. Jest ich kilka tysięcy. Jeden trup dziennie i mamy zapewnioną zabawę w stylu balu nekrofilów, na dobrych kilkanaście lat.
Z jednym wyjątkiem; trupy pozostawione na polskiej ziemi przez niemieckich nazistów już jakoś nas nie za bardzo interesują. Jakoś już niezbyt często zajmujemy się odkurzaniem szkieletów z Auschwitz-Birkenau, Treblinki czy Sobiboru, o Schtuthof nie wspomnę.

Rozgrzebywanie grobów i życie przeszłością jest smutną, ale najważniejszą cechą Polaków. No bo bez tego nie ma Polski. Każde przegrane powstanie, a przegraliśmy wszystkie, staje się powodem do dumy. Zburzenie Warszawy i posłanie na śmierć przyszłości Narodu, młodzieży warszawskiej i 250 tysięcy niczemu winnych cywili, jest powodem do dumy narodowej.
Przerąbane Powstanie Styczniowe, a wcześniej Listopadowe, danie dupy Napoleonowi, a przy tym rozwalenie wszystkiego co się dało, a w szczególności dziesiątkowanie formującej się klasy inteligenckiej jest w Polsce powodem do dumy.

Ja nie widzę żadnego powodu do dumy. Uważam, że raczej powinien być to powód do wstydu i mówić o tym z dumą się nie powinno, a tym bardziej stawiać pomniki "bohaterom" przegranych powstań.
Bo bohaterem jest ten kto wygrywa. Ten kto powstał bez szans i przegrał jest zwyczajnym durniem bez wyobraźni.

Mamy więc w Polsce sporo powodów aby milczeć o trupach, a tu na odwrót. Każą nam się podniecać szkieletami i powiewać flagami nad grobami przegranych.
Mnie się niczym powiewać nie chce.
Mnie się słyszeć o nich nie chce. Pamiętać mogę, ale w odpowiednim kontekście i z obiektywnym spojrzeniem na ówczesną rzeczywistość.
I nie mam zamiaru wspominać Grudnia 1970 roku, który przeżyłem mając 19 lat, nie mam ochoty wypinać piersi i mówić, że brałem udział w demonstracjach w Marcu 1968 mając lat 17. I nie mam ochoty składać pokłonów tym, którym dano w dupę za ich głupotę w Sierpniu 1944 roku.

Patriotyzm to, moim zdaniem, KRYTYCZNE I OBIEKTYWNE spojrzenie na przeszłość ojczyzny. Bo na błędach należy się uczyć. Twierdzenie, że śmierć jest bohaterstwem to kosmiczna głupota, bo umrzeć to nie żadna sztuka. Zatracenie instynktu samozachowawczego to choroba, która trawi wielu Polaków.
Umieć żyć tak aby nie dać się zajebać, to dopiero sztuka.

Nie będę ukrywał więc, że nie żywię wielkiego szacunku dla tych, którzy dali się zabić we wszelkiego rodzaju narodowych zadymach. I nie żywię żadnego szacunku dla tych, którzy dzisiaj robią wszystko aby zafałszować prawdę o narodowych zadymach budując spiżowe wizerunki tym, o których często powinno się mówić z pogardą. Albo po prostu milczeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz